
 |
|
|
Zwierzenia pielgrzyma. Rozmowy
z Paulem Coelho.
Juan Arias
Fragmenty książki:
- Tak naprawdę ta kobieta dała ci szansę,
byś pogodził się z najlepszą stroną siebie samego i ujrzał swoje najgorsze
strony.
- Tak czy inaczej, wszystkie kobiety, które przeszły przez moje życie,
pojawiały się w momentach dla mnie kluczowych. Brały mnie za rękę, akceptowały
mnie, powodowały zmiany w moim życiu.
- Także twoja obecna żona, Cristina?
- Ona także. Jesteśmy razem od osiemnastu lat. Zachęcała mnie do pisania.
Powiedziała mi pewnego dnia: "Chcesz być pisarzem? Więc będziemy
podróżować". Dzięki Cristinie przeżyłem rzeczy niezwykłe, poznała
mnie z interesującymi ludźmi, zawsze była wspaniałą towarzyszką, serdeczną
przyjaciółką. A kiedy nadszedł sukces, nie pozwoliła, by woda sodowa uderzyła
mi do głowy, i pomogła mi zachować prostotę. Zawsze szła ze mną ręka w
rękę, nigdy nie walczyła przeciw temu, co dla mnie było ważne, szanowała
mnie, wspierała, zaszczepiała we mnie entuzjazm, ilekroć go traciłem,
dodawała otuchy w chwilach słabości.
Jak wszystkie pary czasem się kłócimy. Obecnie spędzam prawie
dwieście dni
w roku z dala od niej, ale zawsze czuję jej bliskość, a ona z miłością
zajmuje się fundacją i poświęca swojej pasji - malarstwu.
- Jak się poznaliście?
- W okropnym momencie mojego życia. Byłem wtedy jakby opętany przez diabła,
związany z satanistami. Kiedy po raz pierwszy przyszła do mnie, na stole
leżała książka o satanizmie. Zapytałem ją: "Co dziś robisz?".
Odparła, że idzie na plac śpiewać z ewangelikami. Poszedłem posłuchać
i całkowicie mnie oczarowała. Od tego momentu jesteśmy razem. Wie, że
uwielbiam kobiety, ale nie zadręcza mnie, jest wierna swoim wartościom
i przecież jesteśmy już tyle lat razem z miłości.
***
- Dlatego tutaj mieszkasz?
- Wybrałem życie w Brazylii, a konkretnie w Rio de Janeiro, które jest
najżywszym i najcudowniej niekonwencjonalnym miastem świata. Już ci mówiłem,
że jestem człowiekiem skrajności. William Blake napisał: "Droga skrajności
wiedzie do pałacu mądrości". Wierzę w to. Dlatego kiedy piszę książkę,
to "po brazylijsku", czyli z pasją. W Rio jest wiele spokojniejszych
miejsc, pośród zieleni, ale ja chcę mieszkać właśnie tu, w dzielnicy Copacabana.
Tu, między morzem a lasem tropikalnym, zobaczysz silne kontrasty. Chodnik
obok plaży jest czarno-biały, biedni i bogaci żyją ciasno obok siebie.
Są też inne dzielnice mieszane, ale ta ma silną osobowość, która pasuje
jak ulał do mojej natury i tutaj dobrze mi się pisze.
***
- Zdaje się, że ty też grasz na giełdzie.
- Bardzo rzadko. I zawsze przeciwstawiam się maklerom i wprawiam w zakłopotanie
mojego bankiera. Mówię mu na przykład: "Te akcje, które spadają,
zaraz wzrosną". On odpowiada mi, że nie, a ja, że tak. A kiedy rzeczywiście
rosną, on mnie pyta: "Skąd wiedziałeś?"v. Odpowiadam mu: "Mam
kobiecą intuicję, a poza tym wiem, że jeżeli tak bardzo spadły, to muszą
wzrosnąć. Wy mówicie, że to niemożliwe, podajecie tysiące powodów, a ja
znam po prostu odwieczny ruch morza, gdzie po odpływie następuje przypływ".
Ot i wszystko.
Oni gubią się w naukowych prognozach. My sądzimy, że oni wiedzą, ale ci
wszyscy ekonomiści tak naprawdę nic nie wiedzą. To tak jak siły Dobra
i Zła. Jeśli pewnego dnia siły Zła postanowią zdewaluować pieniądz w Brazylii
i zrujnować jej gospodarkę, zrobią to i żaden ekonomista nic tu nie poradzi,
żaden rząd tego nie zahamuje. Dlatego ja się w to nie mieszam, trzymam
pieniądze na książeczkach oszczędnościowych i już.
***
- Wszystko to jest bardzo piękne. Ale czy nie zdarzyło się nigdy,
że ktoś podążający za tym twoim przesłaniem poniósł klęskę?
- Tak, ja sam.
- Żartujesz!
- Więc teraz na serio. Tak naprawdę nie wysyłam żadnych przesłań do nikogo.
Po prostu opowiadam w moich książkach to, co mi się w życiu przydarzyło.
Mówię, że to przydarzyło się mnie, ale wcale nie dodaję: zrób to samo.
Nie. Opowiadam o moich tragediach, błędach, tarapatach, o tym jak mi się
udało z nich wykaraskać, ale nie twierdzę, że to jest rozwiązanie dla
wszystkich, bo życie każdego człowieka jest inne i niepowtarzalne. Gdybyśmy
ustawili wszystkich ludzi na ziemi w jednym rzędzie, nie znaleźlibyśmy
dwóch takich samych osób.
Nie wierzę w przesłania zbiorowe, wierzę w elementy katalizujące i zapalające.
Na przykład próbuję przekazać, na podstawie własnego doświadczenia, że
przegrać i być pokonanym to nie to samo. Przegrywają ci, którzy nawet
nie próbowali walczyć, a pokonani są ci, którzy byli zdolni do walki.
I taka porażka nie przynosi wstydu. Może być trampoliną do nowych zwycięstw.
I jak trafnie to określa José Saramago w twojej książce El amor posible,
nigdy nie ma porażek ani zwycięstw ostatecznych, bo dzisiejsza porażka
może być jutrzejszym zwycięstwem.
***
- Czy uważasz się za człowieka towarzyskiego?
- Nie. Jestem raczej niezbyt towarzyski. Uwielbiam swoją pracę, którą
wykonuję z radością i entuzjazmem. Jeżeli mam wybrać się w podróż, podróżuję;
jeśli muszę wystąpić publicznie - co dla mnie jest najtrudniejsze - to
występuję. Jeżeli chodzi o wywiady, sprawiają mi mniej kłopotu, bo przypominają
zwykłą rozmową, ale publiczne wystąpienia są dla mnie prawdziwą męczarnią.
- A te ciągłe podróże? Przecież więcej niż połowę roku jesteś
w ciągłych rozjazdach po świecie.
- To prawda, że spędzam więcej czasu zagranicą niż tutaj, bo
jak wiesz, dziś wydawca chce, by autor promował swoje książki. Prawdę
mówiąc, te wszystkie podróże, hotele, lotniska przyjmuję jeżeli nie z
przyjemnością, to przynajmniej ze stoicyzmem, nie przeszkadza mi to -
taka jest moja filozofia życiowa. Dzięki podróżom mogę spotkać się osobiście
z moimi czytelnikami, "zbadać ich puls", podzielić się z nimi
moimi nadziejami i pomysłami. Podczas tych spotkań zdarzają się chwile
naprawdę wzruszające. Lubię to i to mnie wzbogaca. A poza tym za każdym
razem poznaję interesujących ludzi, którzy zaczynają odgrywać ważną rolę
w moim życiu. Na przykład ty i ja spotkaliśmy się dzięki jednej z takich
moich podróży do Madrytu, gdzie promowałem Piątą Górę.
***
- Największym dramatem człowieka jest konieczność wyboru, bo oczywiście
wolałoby się mieć wszystko. Ale trzeba wybrać.
- I tu zachodzi paradoks, bo kiedy wybierasz, masz wszystko,
absolutnie wszystko. W chwili kiedy wprawiasz w ruch swoją moc podejmowania
decyzji, wszystkie drogi zbiegają się w jedną drogę, tę, którą właśnie
pójdziesz.
- Ale kiedy już idziesz jedną drogą, to czy nie rezygnujesz z
tego, co mogło ci się przydarzyć na drugiej?
- Nie. I to nie jest metafora, to rzeczywistość. W Alefie Borgesa wszystkie
drogi są tą samą drogą, ale musisz wybrać jedną i ujrzysz po drodze wszystkie
te, których nie wybrałeś. To metafora, bo nie musisz z niczego rezygnować.
Droga, którą idziesz, zawiera w sobie wszystkie drogi.
A wracając do Jezusa, powiedział On: "W domu Ojca mego jest wiele
mieszkań". Wszystkie drogi prowadzą do tego samego Boga. My mamy
swoją drogę, to nasz wybór, ale tych dróg jest sto lub dwieście. Starożytni
mawiali, że jest osiem albo dziewięć sposobów umierania. Jeśli wybierzesz
swoją drogę, to jest to twoja własna historia, twój los, twoja legenda.
Nie powinieneś iść drogą swojego ojca albo małżonka, bo to nie są twoje
drogi, i dotrzesz do kresu życia, nie doświadczywszy swojej własnej. Drogi
innych nie zawierają twojej, ale twoja zawiera wszystkie inne.
Dotychczas kupiliście 12 424 egzemplarzy.
|