Wydawnictwo DRZEWO BABEL

Książka

Urodziłem się w roku 1931 we wrześniu, w pełni winobrania, w małej wiosce na południu Francji. Ta książka obejmuje lata 1931-45, do dnia 1 kwietnia, kiedy zatłoczony pociąg przywiózł mnie do Paryża. Przy okazji opowiem kilka scen późniejszych, by spróbować nadać więcej ścisłości i barw czasom przedwojennym.

W roku 1941 znalazłem się w internacie kolegium zakonnego w Ardouane, w departamencie Hérault. Dwadzieścia kilometrów dzieliło kolegium od naszej wsi, dokąd często wracałem. Style życia w tak bliskiej odległości były jednakowe.

Będę mówił o życiu w kolegium, a także o wojnie, która nie dotknęła nas zbyt mocno, ale poprzedni okres, lata 1935-41, dziś interesuje mnie bardziej. Tych kilka lat stanowi główną materię książki. Sprzed roku 1935 wspomnień nie mam. Po roku 1941 często mylą mi się one ze wspomnieniami innych mieszkańców tego samego internatu.

Starałem się nie rozczulać, co zawsze grozi, kiedy mowa o dzieciństwie (często uważanym za coś, co nam odebrano, amputowano), ale mogłoby wzruszyć tylko mnie, bo moich rodziców już dawno ze mną nie ma. Z drugiej strony nie mógłbym na temat świata, który był moim, stworzyć chłodnego dzieła antropologa. Nie mam ani koniecznego wykształcenia, ani dystansu. Nikt nie może obserwować ani opisywać sam siebie, chyba że wybierze jakiś rodzaj kłamstwa, co może mieć pewien wdzięk, ale w tym wypadku wydaje mi się nie na miejscu.

Spróbowałem przedstawić na piśmie pewne sceny z dawnych czasów, tak jak je widzę dziś. Nic nie przeznaczało ich do tego, by znaleźć się kiedyś w książce, tym bardziej że książka przed wojną była w naszej wsi przedmiotem arcyrzadkim. Przede mną już wielu uprawiało to zajęcie, którego sztuczność łatwo dostrzec (a niektórzy się do niej nawet przyznają). Wiedząc, że nigdy nie przeżywa się niczego na nowo ani w myśli, ani na piśmie, ani w żaden inny znany sposób, dążyłem do prostoty, unikałem literackich ozdobników, które mogą utrudnić wzrokowi czytelników dotarcie wprost do faktów. Oczywiście nie jestem pewien, czy wypełniłem to założenie.

A oto trudność dodatkowa: jako autorowi utworów beletrystycznych, nawykłemu w kinie lub w teatrze dać mówić i działać postaciom zrodzonym z wyobraźni, jest mi zawsze trudno pisać w pierwszej osobie. Nie wiem dlaczego. Waham się wtedy, czuję się niezręcznie, nie jestem nigdy pewny swego, jak gdyby „rzeczywistość” narzucała mi reguły, których zazwyczaj nie muszę przestrzegać.

Zachowałem prawdziwe imiona miejsc i osób. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał o to do mnie żalu, nawet jeśli tu czy tam osoby zainteresowane mogą znaleźć jakieś nieścisłości. Są one właściwe każdej pamięci, bo jej drogi są zawikłane i tajemnicze. Pamięć jest często tylko osobistym i mimowolnym wyborem, dokonanym przez nas samych bez naszej wiedzy. Oblega nas konkretnymi obrazami, które jednak nie odpowiadają nigdy ściśle tym, które zachowali inni, obecni jak my w tych samych miejscach i w tym samym czasie. Ale to jest nasza pamięć. Możemy ją czasem stracić, nie możemy jej zmienić.